14 listopada 1905 r. –  Consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore

Bojowcy rozstrzelani 11 września 1906 roku w Będzinie.

 

11 września 1906 roku w więzieniu będzińskim zostali rozstrzelani czterej członkowie Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej. Byli to: Franciszek Supernak lat 21, Józef Bębas lat 20, Teofil Jędrusik lat 22 i Józef Zając lat 20. Zostali oni aresztowani kilkanaście dni wcześniej na terenie Sosnowca – Dańdówki. Ich ujęcie dokonało się na skutek denuncjacji Mieczysława Sankowskiego – bojowca PPS, który podjął współpracę z carskimi służbami bezpieczeństwa. Bojowcy zostali zwabieni przez Sankowskiego do jednego z mieszkań robotniczych, gdzie ich otoczono i aresztowano po krótkiej wymianie ognia.

Żandarmeria rosyjska oraz Kozacy zabili na miejscu dwóch bojowców Piotra Mendralę i Władysława Węgrzynowicza. Pozostałych czterech bojowców przewieziono do więzienia w Będzinie, które znajdowało się przy obecnej ulicy Paryskiej. Następnie młodych członków PPS-u przewieziono na dalsze przesłuchania do Warszawy i tam umieszczono w areszcie znajdującym się przy ratuszu. Śledztwo carskiej ochrany nie przyniosło dalszych efektów na skutek odważnej postawy zatrzymanych bojowców.

Przetransportowano ich znowu do Będzina i tam rozstrzelano. Rodziny zamordowanych zostały powiadomione o tym fakcie dopiero po ich pochowaniu na będzińskim cmentarzu.

Nagrobek bojowców Organizacji Bojowej PPS na cmentarzu w Będzinie.

Mogiła bojowców znajduje się w Będzinie na cmentarzu parafii św. Trójcy przy ulicy Podzamcze 85. Została ona otoczona opieką Stowarzyszenia Byłych Więźniów Politycznych Koło w Sosnowcu, które to w 1938 roku odsłoniło w tym miejscu pamiątkowy nagrobek. W ostatnich latach miejsce pochówku bohaterów narodowych zostało odnowione dzięki staraniom Towarzystwa Przyjaciół Będzina.

Relację z opisanych wyżej wydarzeń zamieścił Stanisław Andrzej Radek w swojej publikacji pt. Rewolucja w Zagłębiu Dąbrowskim 1894 – 1905 – 1914, która został wydana w 1929 roku. Niezwykle ciekawym uzupełnieniem relacji Radka są wspomnienia Aleksandra Ringmana, który także był świadkiem wydarzeń z 1906 roku. Zmieścił je w czasopiśmie Niepodległość w 1933 roku. Wspomniany w relacji Radka Kuba Dębski spisał swoje wspomnienia już po II wojnie światowej. Podaje w nich kilka dodatkowych szczegółów związanych z pojmaniem i rozstrzelaniem bojowców. Czytelników odsyłamy do jego książki pt. 75 lat pod czerwonym sztandarem, Katowice 1979.

Poniżej przytaczamy wymienione powyżej relacje. Stanisław Andrzej Radek pisze o Mieczysławie Sankowskim (więcej o nim na tej stronie w zakładce ludzie):

Na wiosnę 1906 roku został on przysłany przez Wydział Bojowy do Sosnowca i tu przez Okręgowca „Zenona” Klempińskiego naznaczony na dzielnicę Niwkę w charakterze instruktora i jako taki, pod pseudonimem „Porucznik”, został przedstawiony Kubie Dębskiemu, który miał mu ułatwić zorganizowanie paru „szóstek” w Niwce. Kuba zawinął się dość energicznie, zwerbował sporo młodych towarzyszy robotników, zorganizowano trzy „szóstki”. Broń i materiały wybuchowe, potrzebne do nauki „rekrutów” Kuba przechowywał u siebie i rozpoczęła się dość intensywna praca wyszkolenia. Wkrótce nawet jedna z młodych „szóstek” brała dwukrotnie udział – i w obu wypadkach nieudałym zamachu na ciężkiego prześladowcę robotników, stale posługującego się policją, dyrektora Sosnowieckiego Towarzystwa, francuza, inż. Kondottiego.

Te nieudałe zamachy zdecydowały jednak o karierze instruktorskiej Sankowskiego. Stwierdzono, że wszystko było przeprowadzone niedołężnie i tylko dzięki odwadze bojowców żaden się nie wsypał. Odesłano więc Sankowskiego z powrotem do Warszawy. Tu otrzymał on polecenie dokonania zamachu na niebezpiecznego prowokatora Jagodę w Wyszkowie pod Warszawą. Kiedy jednak po akcji wracano koleją i do wagonu niespodziewanie weszli żandarmi, to Sankowski, nie uprzedziwszy swoich towarzyszy, wyskoczył oknem i skrył się, a bojowcy pozbawieni dowódcy i zdezorientowani, dostali się do niewoli.

Za to sąd bojowy skazał Sankowskiego tylko na wydalenie z partii i wyjazd z Warszawy. Tymczasem zaraz na drugi dzień zgłosił się do „Ochrany” i zaofiarował swoje usługi. Ułożywszy następnie wspólnie z „Ochraną” piekielny plan wciągnięcia bojowców w zasadzkę, wyjechał w otoczeniu agentów „Ochrany”, żandarmów i rotmistrza Mujewa, który zaraz na miejscu przeprowadzał śledztwo, stwierdził, że: aresztowani bojowcy (wciągnięci w zasadzkę) stawiali zbrojny opór i na tej podstawie przekazywano ich sądowi polowemu i w ciągu 24 godzin już pochwyceni bojowcy byli rozstrzelani.

A plan „Ochrany” polegał na tym, że Sankowski przyjeżdżał do jakiejś znanej mu miejscowości i zwracał się do pierwszego lepszego bojowca z rozkazem, jako instruktor, zwołania wszystkich bojowców z bronią w jedno miejsce, celem wydania im rozkazów, przywiezionych jakoby przez niego z Wydziału Bojowego.

I kiedy bojowcy zeszli się, to powiadomiona o wszystkim policja otaczała dom i po walce lub bez aresztowała bojowców. Taki podstęp udał się Sankowskiemu w Mińsku Mazowieckim, w Częstochowie, częściowo w Pruszkowie i wreszcie w pewną niedzielę wrześniową zjechał on z całym sztabem „Ochrany” do Sosnowca, udał się na Niwkę do znanych sobie bojowców Liwocha i Supernaka i wydał im taki sam rozkaz.

Bojowcy widząc przed sobą dawnego swego instruktora, natychmiast zgodzili się wypełnić rozkaz i w kilkanaście minut potem już Piotr Liwoch był u Kuby Dębskiego z rozkazem od tow. Porucznika (Sankowskiego) wydania broni, będącej u niego na składzie.

Ponieważ – opowiada Kuba, którego ogarniały zawsze jakieś refleksje – broń przechowywałem nie u siebie w domu, lecz w kopalni „Rudolf”, gdzie pracowałem, a dokąd z Sosnowca było dobre pół godziny drogi, przeto rozkazu natychmiast nie mogłem wykonać. A nie kwapiłem się do tego jeszcze i dlatego, że towarzysz, który mi to zakomunikował wyraził zdziwienie, po co i dla kogo może być ta broń potrzebna, bo bojowcy swoją mieli przy sobie ze względu na sądy polowe. Raczej potrzebne im były naboje, których posiadali niewiele, lecz których w moim składzie wcale nie było, prócz ośmiu sztuk w magazynie od browninga, ale te przeznaczone były do mojego użytku.

Dowiedziałem się jeszcze od tego towarzysza, że bojowcy są wezwani na godzinę 1-szą po południu do mieszkania Liwochów w domach hrabiego Renard, na tak zwanej „Starej Papierni”.

Było już wpół do pierwszej, więc wykombinowałem, że zanim pójdę po tę broń, zanim z nią wrócę, to i tak będzie już za późno i nie poszedłem.

Z dwóch synów Liwochów jeden, Stanisław był członkiem O.K.R. P.P.S. jako przedstawiciel fabryki Deischla, drugi młodszy, był bojowcem.

Zbiórka bojowców miała jakoby na celu dokonanie zamachu na mającego przejeżdżać jakiegoś generała czy gubernatora.

Żołnierze rosyjscy prowadzą aresztowanego.

Byłem bardzo ciekawy tej akcji, a ponieważ mieszkałem niedaleko domu Liwochów, gdzie byli zebrani bojowcy, to usiadłem przed swoim mieszkaniem i wyglądałem. I rzeczywiście; około godziny 2-giej zobaczyłem liczny oddział Kozaków i dwa czy trzy powozy. Byłem pewny, że w jednym z tych powozów jedzie właśnie ów generał. Tymczasem jechali to członkowie „Ochrany” i żandarmi. Kozacy z karabinami gotowymi do strzału zaczęli natychmiast otaczać dom Liwochów. Gdy bojowcy to spostrzegli, rzucili się do ucieczki w stronę mostu kolejowego na Przemszy, ostrzeliwując się po drodze. Paru bojowcom udało się zbiec; dwóch, mianowicie Piotr Mędrala i drugi niewiadomego nazwiska padło zabitych, a czterech: Franciszek Supernak, Józef Zając, Józef Bębas i czwarty, również niewiadomego nazwiska, dostało się w ręce carskich zbirów. Po dwóch tygodniach, dnia 11 września 1906 roku wszyscy czterej zostali w będzińskim więzieniu rozstrzelani bez sądu, z rozkazu warszawskiego generał – gubernatora Skałłona. Mogiły ich znajdują się na cmentarzu w Będzinie.

Liwochowie ocaleli tylko przypadkowo. Przyjechał do nich jakiś krewny, więc starszy Stanisław, wraz z ojcem wyprowadzili go na piwo, a głównie w tym celu, aby bojowcom nie przeszkadzać; młodszy zaś pobiegł sprowadzić jeszcze niektórych bojowców.

Ocalał także Jan Choiński, który na zbiórkę się nie stawił. Ocalał i Kuba dzięki swemu talentowi konspiracyjnemu. Instruktor instruktorem, ale mu Kuba adresu swojego mieszkania nie wskazał, a kopalnia, że to w niedzielę się działo, była nieczynna.

Tymczasem Sankowski tego samego dnia, ale już w nocy, poprowadził żandarmów na Niwkę. A chociaż już wszyscy wiedzieli o prowokacji Sankowskiego i bojowcy przeważnie w swoich mieszkaniach nie nocowali, to jednak udało się Sankowskiemu aresztować członka O.K.R. Kojcę, oraz braci Kuców. Po czym otoczono dom Jana Spytkowskiego, który próbował uciec przez dach, lecz tu spostrzegł go jeden z Kozaków i strzelił, raniąc śmiertelnie. W drodze do Będzina Spytkowski zmarł.

Potworna prowokacja wywarła w całym Zagłębiu duże wrażenie i zrozumiały smutek. Ze strony bojowców rozpoczęto natychmiast energiczną akcję przeciw prowokatorowi. Zmobilizowano bojowców i wysłano z nich patrole na ulice. W mieszkaniu Pawińskich, dziś przy ulicy Piłsudskiego, dzień i noc czuwali bojowcy gotowi na każde wezwanie. Łącznikiem między patrolującymi na ulicy a „biurem” u „Dziadków” Pawińskich był kulejący, z niewygojoną jeszcze po postrzale nogą, bojowiec Szuwara.

Nie udała się również próba wciągnięcia kolejno prowokatora w zasadzkę i pochwycenia go żywcem. Był zbyt ostrożny po dwóch dniach w przebraniu policjanta wyjechał.

Więzienie w Będzinie.

Aleksander Ringman w swoich obszernych wspomnieniach opisuje wydarzenia z 1906 roku w następujących słowach:

Był piękny słoneczny dzień, gdy z okien mego mieszkania, wychodzących w kierunku stacji Nowy Będzin, zobaczyłem oddział Kozaków, cwałujących koło stacji w stronę Sosnowca. Serce me ścisnęło jakieś straszne przeczucie czegoś niedobrego, pobiegłem na stację i pierwszym pociągiem pojechałem do Sosnowca, gdzie już wiedziano, że z Warszawy przyjechał z „ochrannikami” Sankowski, który sypie. Gruchnęła też wieść, że zrobiono obławę na bojowców w osadzie Dańdówka za Sosnowcem; otoczono tam dom, w którym się zebrało 6-ciu bojowców i ci się bronili. Dwóch z nich zabito na miejscu, a czterech strasznie pobitych aresztowano. Poszedłem na zwiady w stronę Dańdówki i wkrótce spotkałem wóz, na którym leżały ciała zabitych bojowców. Za wozem szło 4-ch aresztowanych, a cały ten tragiczny kondukt otaczało kilkudziesięciu Kozaków z kilku oficerami kozackimi i żandarmskimi na czele. Bojowcy, acz strasznie pobici, szli hardo i dumnie spoglądali na przypatrującą się pochodowi publiczność. […]

W tym samy dniu autor wspomnień został aresztowany i poprowadzony do więzienia w Będzinie. Jak pisze dalej:

…w mej celi więziennej w Będzinie, zastałem 4-ch aresztowanych rano w Dańdówce i pobitych bojowców. Byli to szeregowcy, a ja znałem tylko tych wybitniejszych, których spotykałem w naszym lub innym konspiracyjnym mieszkaniu. Chłopcy, choć strasznie pobici, nie byli wcale przygnębieni, przeciwnie, zachowywali się nad wyraz dzielnie.

Nazajutrz przewieziono nas, t.j. 4-ch bojowców i mnie w wagonie 3-ciej klasy do Warszawy. Przy każdym z nas postawiono po dwóch żołnierzy i dowodzący oficer żandarmski uprzedził nas, że przy najmniejszym ruchu w kierunku okna, lub w razie najmniejszego alarmu z zewnątrz pociągu będziemy natychmiast rozstrzelani. Jak się później dowiedziałem, ostrzeżenie to nie było tylko formalnością, ponieważ bojowa organizacja Zagłębia istotnie miała zamiar odbić nas koło Zawiercia; nie wiem dlaczego odstąpiono od tego zamiaru, który co prawda prawdopodobnie by się nie udał z powodu zbyt licznego konwoju.

Koło Częstochowy wezwał mnie do swego przedziału II klasy dowodzący pułkownik żandarmerii i zapytał mnie wprost, czy znam mych towarzyszy podróży. Odpowiedziałem mu całkiem szczerze, że nie znam wcale, bo tak było istotnie. Pułkownik mi na to odrzekł, że chłopcom tym grozi prawie pewne rozstrzelanie, ponieważ bronili się przy aresztowaniu wystrzałami z browningów. Ja – rzekł dalej żandarm – chciałbym ich od tego ocalić, nich pan im powie, żeby się tłumaczyli, że wystrzały, które się w izbie rozległy, gdy Kozacy do nich z z zewnątrz nacierali, pochodziły stąd, że bojowcy rzucili naboje do ognia pod kuchnią, a ponieważ nikt z żołnierzy, ani oficerów nie został raniony, więc tłumaczenie to może być przyjęte  z wiarą. Żandarm o nic więcej mnie nie pytał i kazał mi wracać do towarzyszy.

Powtórzyłem towarzyszom tę rozmowę, dodając jednak, że znając sami najlepiej sytuację, niech ocenią, czy w słowach żandarma nie kryje się jakiś podstęp. Nazwiska tego żandarma i później się nie dowiedziałem, był to jednak – zdaje się – ten sam oficer żandarmerii, o którym później „Przedświt” pisał, że z wielką niechęcią odnosił się do podłej roboty prowokatorów.

Egzekucja więźniów politycznych w więzieniu carskim.

Nie zdołałem już później dowiedzieć się, czy bojowcy ci skorzystali z tłumaczenia, poddanego im przez tego oficera, siedziałem z nimi jeszcze kilka dni w jednej celi więzienia w ratuszu warszawskim, dokąd nas wprost ze stacji przewieziono. Chłopcy w obliczu grożącego im sądu polowego zachowywali się wówczas wprost jak bohaterowie! Nie mogę i teraz bez wzruszenia myśleć, jak te młode chłopaki, dzieci robotniczego ludu, pozbawione prawie zupełnie nauki i wychowane nieomal w nędzy, z pogardą się odnosili do swych dozorców więziennych. Leżąc na pryczy lub chodząc po celi z zabandażowanymi głowami, śpiewali pomimo zakazu rewolucyjne pieśni. Po kilku dniach wywieziono ich z powrotem do więzienia w Będzinie, gdzie ich w nocy chyłkiem, jak to zwykli robić carscy siepacze, rozstrzelano. Nazwisk, niestety, nie dowiedziałem się, lecz sądzę, że są one znane ówczesnej bojowej organizacji Zagłębia i pragnąłbym gorąco, by te słów kilka, które powyżej o ich bohaterskim zachowaniu się skreśliłem, przyczyniły się do zachowania we wdzięcznej pamięci rodaków nazwisk bohaterów, którzy z niesłychana brawurą na męczeńską śmierć wówczas czekali.

Pomóż nam stworzyć

kronikę wydarzeń bohaterów i miejsc!

Jeśli posiadasz w domowym archiwum zdjęcia, notki prasowe, czy inne materiały, którymi chciałbyś się z nami podzielić, śmiało – napisz do nas! Dołożysz swoją cegiełkę do wspaniałego przedsięwzięcia, które będzie służyć i edukować nas jeszcze przez wiele pokoleń.

Jeśli chcesz podzielić się z nami częścią swojej historii,
prześlij je za pomocą poniższego przycisku

Bądź na bieżąco

Newsletter

Chcesz dostawać od nas informacje o najnowszych wydarzeniach, wystawach i artykułach? Zapisz się!

Dziękujemy za przesłanie nam
swojej historii

Dziękujemy za zapisanie się do naszego newslettera

Skip to content