14 listopada 1905 r. –  Consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore

Gwałtowność wydarzeń rewolucyjnych, które przetoczyły się przez Królestwo Kongresowe  w latach 1905-1907, odbiła się szerokim echem w prasie regionalnej i zagranicznej.

Ze względu na swoje ówczesne nadgraniczne położenie, szczególnym zainteresowaniem czytelników cieszyły się wypadki, do których dochodziło w Zagłębiu Dąbrowskim. Wśród tych lokalnych doniesień prasowych, poczesne miejsce zajmowały nowiny z Będzina.

Lokalnie, najważniejszym tytułem informującym o wydarzeniach sprzed 120 lat był dąbrowski „Górnik” wydawany przez PPS. Później wzmianki pojawiały się także w „Wiadomościach Częstochowskich”, które z czasem zmieniły tytuł na „Dziennik Częstochowski”. Gazeta ta zaczęła się jednak ukazywać dość późno – dopiero w marcu 1906 r.

O rewolucji w Rosji na bieżąco informowała prasa górnośląska. Najczęściej były to artykuły w takich tytułach jak „Dziennik Śląski” i „Gazeta Robotnicza”. Rzadziej doniesienia z Zagłębia pojawiały się np. w „Katoliku” i „Polaku”.

W zaborze austriackim informacje rozpowszechniały m.in. krakowskie tytuły „Głos Narodu” i „Nowa Reforma”, a także lwowskie „Słowo Polskie”.

Pojedyncze przypadki wzmianek o działalności rewolucyjnej w Będzinie pojawiały się także w znacznie odleglejszych stronach, m.in. w „Dzienniku Kijowskim”, a nawet w amerykańskim „Wielkopolaninie. Organie Urzędowym Unii Świętego Józefa w Pittsburgu, Pa”.

Pierwsze wzmianki o wypadkach w Będzinie – często na szerszym tle zagłębiowskim – zaczęły pojawiać się w prasie z początkiem lutego 1905 r. i ukazywały się z różnym natężeniem aż do listopada 1907 r. Apogeum doniesień prasowych przypadało jednak na rok 1906.

Z zachowanych materiałów wyłania się obraz Będzina jako miasta dalekiego od stabilizacji, w którym dochodziło do manifestacji, strajków i zamachów.

Już w lutym 1905 r. jako pierwsi pracy odmówili robotnicy zakładów cynkowych, w tym m.in. będzińskiej walcowni cynku. Strajk ten jednak wygasnął w marcu – o czym pisano w „Górniku”, – a nowa fala protestów pojawiła się dopiero latem. Pod koniec czerwca 1905 r. ogłoszono trzydniowy strajk powszechny w imię solidarności ze spacyfikowanymi robotnikami w Łodzi. Poza zakładami przemysłowymi, w Będzinie do strajku przyłączyli się wówczas szewcy, krawcy i blacharze. Zamknięto także sklepy.

Latem 1905 r. prasa zaczęła odnotowywać zwiększony przemyt broni z Górnego Śląska do Zagłębia Dąbrowskiego. Procederem tym trudnili się różni ludzie, o czym świadczą wzmianki o aresztowanych i odstawionych do będzińskiego więzienia. Na przykład w lipcu ujęto kobietę za próbę przemytu paczki nabojów, a na początku sierpnia woźnicę, który szmuglował na masową skalę broń (według „Gazety Robotniczej” było to 600 rewolwerów) oraz „zakazane druki”. Z kolei we wrześniu do więzienia odstawiono kobietę z małym dzieckiem, która próbowała przemycić dwa rewolwery i naboje.

Jesienią 1905 r. nowa fala strajków rozlała się po całym państwie carów.

Pod koniec października stanęła kolej a przez miasta Zagłębia przetoczyły się wielotysięczne manifestacje. Protestujący mieli nawet planować uderzenie na więzienie, planów tych jednak niezrealizowano, gdyż – jak pisano w „Dzienniku Śląskim” – władze miały ostatecznie ugiąć się pod presją społeczną i zdecydować się na wypuszczenie więźniów politycznych.

Tymczasem w Będzinie od początku listopada ludzie gromadzili się i przysięgali walkę o „Rzeczpospolitą ludową”. Do 14 listopada funkcjonowały – powołane z inicjatywy Narodowej Demokracji – Komitet Bezpieczeństwa Publicznego i straż obywatelska. W ramach walki z rosyjskimi władzami w mieście obalono słupy telegraficzne, a z budynku sądu wyrzucono portret cara Mikołaja II, o czym donosiły „Nowiny Raciborskie” i „Dziennik Polski”. Były to prawdopodobnie najjaskrawsze przejawy antycarskich wystąpień w trakcie istnienia tzw. Republiki Zagłębiowskiej. Było to tym bardziej znamienne, że sam Komitet Bezpieczeństwa – w odróżnieniu od podobnych komitetów w innych miastach Zagłębia Dąbrowskiego – w wydanej odezwie unikał antycarskich sformułowań, podkreślając jedynie swoją porządkową rolę w mieście.

11 listopada, dzień po wprowadzeniu stanu wojennego w Królestwie Kongresowym, w Będzinie i sąsiednim Grodźcu mieszkańcy uchwalili telegramy do ówczesnego premiera Siergieja Wittego, w których domagali się m.in. samorządu politycznego i Sejmu w Królestwie Polskim. Artykuł na ten temat zamieścił „Dziennik Śląski”.

Z czasem straż ziemska i 14. pułk Kozaków Dońskich zaczęły jednak zaprowadzać porządek. Z racji aktywizacji mieszkańców nie było to łatwe i wymagało wsparcia posiłkami z innych części państwa.

14 pułk Kozaków Dońskich stacjonujący w koszarach w Będzinie - ze zbiorów Muzeum Zagłębia w Będzinie

Jeszcze pod koniec października ówczesny naczelnik powiatu będzińskiego, baron Alfred Mirbach, domagał się współpracy ze strony Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej w celu sprowadzenia posiłków wojskowych. Jak jednak donosił „Głos Narodu” – naczelnik otrzymał odmowę spowodowaną strajkiem pracowników. Dopiero w pierwszej dekadzie listopada – według informacji „Słowa Polskiego” – udało się ściągnąć do miasta dwie baterie artylerii. Sytuacja była jednak na tyle poważna, że w razie konieczności miano nawet domagać się pomocy ze strony wojsk niemieckich z Gliwic, o czym z kolei pisano w „Dzienniku Śląskim”.

Pojawiać zaczęły się także nadużycia ze strony wojskowych, czasami zupełnie nieuzasadnione. W maju 1906 r. w dzielnicy Warpie z niewiadomego powodu Kozak zranił śmiertelnie w głowę przechodzącego robotnika. W połowie października Kozacy napadli nieopatrznie na samego barona Mirbacha, którego nie rozpoznali. Skończyło się to dla winowajców wydaleniem ze służby. Bezzasadne działania jedna nie ustały. Miesiąc później, w połowie listopada 1906 r., aresztowany został mężczyzna, którego jedyną winą było posiadanie przy sobie kwitariusza Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego, o czym donosił „Dziennik Częstochowski”. Z kolei na przełomie kwietnia i maja 1907 r. na terenie pogranicznym Kozak zastrzelił dwie staruszki, które nie usłyszały jego wezwań do zatrzymania się. Tę bulwersującą sprawę opisano w „Dzienniku Śląskim”.

Mimo licznych patroli oraz przypadków samowoli Kozaków, mieszkańcy zaangażowani w ruch rewolucyjny nie dali się łatwo zastraszyć.

Już na przełomie lat 1905 i 1906 w Będzinie było bardzo niespokojnie. 29 grudnia grupa mężczyzn opanowała pociąg na trasie Sosnowiec – Będzin. Obsługę zmuszono do odczepienia lokomotywy, a następnie napastnicy wysadzili ją w powietrze. O wydarzeniu tym informowała socjalistyczna „Gazeta Robotnicza”. Z kolei 7 stycznia na Kozaków eskortujących więźniów do będzińskiego więzienia napadł w Grabocinie pod Strzemieszycami Wielkimi silny oddział socjalistów. Według doniesień prasy zagranicznej (krakowskiej „Nowej Reformy” i katowickiej „Gazety Robotniczej”) w starciu zginąć miał jeden z napastników i jeden więzień oraz od dwóch do czterech Kozaków. Pozostałych więźniów uwolniono.

Budynek więzienia w Będzinie - ze zbiorów Muzeum Zagłębia w Będzinie

W ciągu 1906 r. mnożyły się zamachy na szczególnie znienawidzonych oficerów straży ziemskiej, donosicieli i przeciwników rewolucji. W prasie tego okresu znaleźć można liczne wzmianki na ten temat.

25 stycznia w pobliżu kościoła Świętej Trójcy zastrzelono policjanta, a  w połowie lutego kolejnego na terenie cementowni „Grodziec”. 21 marca nastolatek zastrzelił donosiciela współpracującego z Rosjanami. Najgłośniejszym echem odbił się jednak zamach bombowy na strażnika ziemskiego Michała Jakubika, przeprowadzony 25 sierpnia 1906 r. w samym centrum miasta. W wyniku eksplozji kilku członków patrolu zostało rannych, a żołnierze otworzyli ogień do przypadkowych osób, raniąc piętnaścioro. Ponieważ o zamach podejrzewano Żydów, gdyż Jakubik kilka dni wcześniej zastrzelił jednego w trakcie wykonywania obowiązków służbowych, doszło także do wyjazdu ok. 3000 z nich w obawie przed pogromem. Wiadomości w tej sprawie podawały „Dziennik Częstochowski”, „Gazeta Robotnicza” i „Głos Śląski”.

Nie był to jedyny przypadek zamachu bombowego. 23 lipca 1906 r. bojowcy PPS-u dokonali skoordynowanych ataków na składy firmy „Singer” w Będzinie i Sosnowcu. Składy i sprzęty się w nich znajdujące zostały zniszczone, kilkanaście osób zostało rannych. W Będzinie ucierpiał także znajdujący się po sąsiedzku sklep jubilerski. Straty szacowano na 5500-7000 rubli. Sprawa tak budziła wielkie zainteresowanie w prasie. Artykuły poświęcone akcji publikowano w „Dzienniku Częstochowskim”, „Dzienniku Śląskim”, „Gazecie Robotniczej”, „Głosie Śląskim”, „Polaku”, a nawet w bielskim „Wieńcu – Pszczółce”.

Czasem dochodziło też do mniej spektakularnych aktów rewolucyjnych. 9 września 1906 r. „Głos Śląski” donosił o napadzie socjalistów na kasjera bankowego, któremu zabrano 572 ruble. Artykuł kończył się nieco dowcipną puentą, że napastnicy zostawili bankierowi 25 kopiejek na piwo.

Wiosna 1906 r. przyniosła – zapowiadane już w manifeście październikowym Mikołaja II –  wybory do Dumy Państwowej. Głosowanie zostało zbojkotowane przez socjalistów, stąd też w Królestwie Polskim mandaty zdobyli wyłącznie przedstawiciele ugrupowań prawicowych – Narodowej Demokracji oraz Narodowego Związku Robotniczego.

Dzięki zachowanym artykułom prasowym w warszawskim tygodniku „Myśl Polska” oraz w lwowskiej „Ojczyźnie” wiadomo, że w guberni piotrkowskiej wybrano pięciu przedstawicieli do Dumy. Byli to: ksiądz Marian Fulman, robotnik Bronisław Grabiański, inżynier Hieronim Kondratowicz (ówczesny dyrektor czeladzkiej kopalni „Saturn”), doktor Zbigniew Paderewski oraz gospodarz rolny Tadeusz Walicki).

Fala rewolucyjna miała się jednak powoli ku końcowy, czego znamiennym symbolem było rozwiązanie Dumy przez cała Mikołaja II w sierpniu 1906 r.

Mimo to sytuacja w mieście była nadal niespokojna. We wrześniu w będzińskim więzieniu rozstrzelano czterech bojowników PPS, których zatrzymano na skutek donosu podczas spotkania w Dańdówce. Była to najgłośniejsza ale nie jedyna taka sytuacja. „Głos Śląski” donosił już 23 lutego o skazaniu na śmierć pięciu robotników. Był to rezultat szerszej akcji prowadzonej wówczas w Zagłębiu. W wyniku tych działań wyroki śmierci usłyszeć miało w sumie sto siedemnaście osób.

Jeszcze w 1907 r. rosyjscy policjanci i żołnierze rozbili także dwa zebrania – jedno Żydów, drugie – socjalistów, które były nie zgłoszone do władz. W ich wyniku zginęło kilku uczestników a wielu zostało rannych. Opinia publiczna dowiedziała się o tym dzięki artykułom w „Głosie Śląskim”.

Wciąż prowadzono także rewizje w różnych miastach, a aresztowanych odstawiano do więzienia w Będzinie.

Konsekwentne, długotrwałe działania władz rosyjskich doprowadziły w końcu do wygaśnięcia działań rewolucyjnych w ciągu 1907 r. Osiągnięto jednak tylko względne spokój i kontrolę, które przerwać miał wybuch I wojny światowej.

 

Tekst opracował dr Sławomir Kałuża (Muzeum Zagłębia w Będzinie)

Sprawdź podobne artykuły

Pomóż nam stworzyć

kronikę wydarzeń bohaterów i miejsc!

Jeśli posiadasz w domowym archiwum zdjęcia, notki prasowe, czy inne materiały, którymi chciałbyś się z nami podzielić, śmiało – napisz do nas! Dołożysz swoją cegiełkę do wspaniałego przedsięwzięcia, które będzie służyć i edukować nas jeszcze przez wiele pokoleń.

Jeśli chcesz podzielić się z nami częścią swojej historii,
prześlij je za pomocą poniższego przycisku

Bądź na bieżąco

Newsletter

Chcesz dostawać od nas informacje o najnowszych wydarzeniach, wystawach i artykułach? Zapisz się!

Dziękujemy za przesłanie nam
swojej historii

Dziękujemy za zapisanie się do naszego newslettera

Przejdź do treści